Są młodzi, odważni, nie boją się kryzysu. W czasie, gdy ich starsi, bardziej doświadczeni koledzy tną koszty i zwalniają pracowników, oni rozkręcają własny biznes.
Łączy ich jeszcze jedno. Wszyscy działają, albo lada dzień zaczną działać pod skrzydłami Akademickiego Inkubatora Przedsiębiorczości.Inkubatory to ogólnopolska sieć skupiona wokół jednej fundacji, założonej kilka lat temu w Warszawie. Płocki powstał w listopadzie 2007 r. Nie przy uczelni, tak jak w innych miastach, ale przy Płockim Parku Przemysłowo-Technologicznym. Jest szansą dla młodych, kreatywnych ludzi, którzy mają pomysł na własny biznes, ale brakuje im pieniędzy na start.
Swojej działalności nie muszą rejestrować i płacić w związku z tym składek ZUS. To fundacja, która musi najpierw zaakceptować projekt, daje im osobowość prawną, finansuje działalność, oferuje pomoc prawną, rozlicza księgowość, pisze umowy, przyznaje dotacje i pożyczki. Na pokrycie kosztów tej obsługi młody przedsiębiorca płaci miesięcznie 200 zł. Reszta pieniędzy, które uda mu się zarobić, to jego czysty zysk. Ale pod taką opieką można być tylko przez dwa lata. Później trzeba się usamodzielnić. Po 24 miesiącach doświadczenia nie powinno to być jednak trudne.
W płockim inkubatorze nie narzekają na kryzys. Liczba firm, które działają pod jego skrzydłami, nie maleje. Przeciwnie. Do grupy dołączyły właśnie dwie kolejne. Lada dzień rozpoczną działalność. - Jest dobrze - ocenia Tomasz Wysocki, pomysłodawca i dyrektor płockiego inkubatora. - Ale w pozostałych miastach bywa jeszcze lepiej, ale też nasz inkubator nie należy do największych. Poza tym siedziba znajduje się na obrzeżach miasta. Żeby się tutaj dostać, trzeba zorganizować całą wyprawę. W innych miastach można wejść do biura w przerwie między zajęciami na uczelni i dopytać o szczegóły.
Szef płockiego inkubatora jest jednocześnie właścicielem firmy Infracom, działającej pod opieką fundacji. Zajmuje się m.in. tworzeniem stron internetowych. Twierdzi, że nie obawia się kryzysu. - Nie zauważyłem, żebyśmy mieli w ostatnich miesiącach mniej zamówień niż przed rokiem - mówi. - Ale zdarza się, że więcej firm przeciąga terminy płatności - przyznaje. - Tłumaczą to, właśnie, spowolnieniem gospodarczym.
W sumie w skład płockiego inkubatora wchodziło już 12 firm. Na razie wyszły z niego dwie. - Założyciel jednej uznał, że wystarczająco się już usamodzielnił i nie musi korzystać z naszej pomocy - opowiada Tomasz Wysocki. - Właścicielki drugiej to studentki, które rozpoczęły drugi kierunek studiów i na razie inwestują w wykształcenie. Nie wystarczało im czasu na biznes.
Ale pozostali młodzi przedsiębiorcy o wycofaniu się z działalności nawet nie myślą. Bywa, że muszą ją tylko czasowo zawiesić. Tak jak założyciel firmy Master of Selection, licealista Łukasz Kacprowicz. Dzięki niemu nie trzeba znać się na komputerach czy pralkach, żeby kupić najlepszy i najtańszy na rynku sprzęt. - Zdaję w tym roku maturę, więc w najbliższych miesiącach muszę się skupić na nauce - tłumaczy. - Ale w czerwcu ruszam na nowo. Mam nadzieję, że z jeszcze większą energią niż do tej pory. A ponieważ firma działa pod opieką inkubatora, kryzys nam niestraszny. Ponosimy dzięki temu mniejsze koszty i mniejsze ryzyko.
Ci, którzy dopiero startują, również są jak najlepszej myśli. - Pomysł chodził mi po głowie od około półtora roku - opowiada Łukasz Miklaszewski, na co dzień student budownictwa na politechnice. Od kwietnia będzie szefem firmy zajmującej się dekoracjami artystycznymi. - Prędzej czy później założyłbym taką firmę, niezależnie od sytuacji gospodarczej w kraju. Razem z mamą, która kiedyś robiła podobne rzeczy, będziemy tworzyć kompozycje ze sztucznych kwiatów, np. stroiki okolicznościowe. Zamierzamy łączyć kwiaty z różnymi materiałami, np. szkłem, drewnem czy gliną. Rozmawialiśmy z odbiorcami detalicznymi i są zainteresowani współpracą. Podobnie hurtownie, ale nie mamy na razie tak dużych mocy przerobowych.
Więcej informacji o płockim inkubatorze: www.aipplock.pl
